Sztuka jazdy po Tangerze

Kiedy dwa lata temu będąc na Cyprze postanowiliśmy wynająć samochód, wydawało się to ryzykownym przedsięwzięciem – na wyspie jeździ się bowiem lewą stroną. Dzisiaj tamte obawy wydają się pestką w porównaniu z tym, jak zwariowana jest jazda samochodem w dużym mieście w Maroku. Każdą wyprawę do city poprzedza dreszcz emocji i próba znalezienia takiej trasy, która ominie ścisłe centrum i korki. Za każdym jednak razem wybór nowej drogi to kolejna porcja niespodzianek.

Główne ulice w Tangerze są  bardzo przestronne, zazwyczaj trzy pasy ruchu w jednym kierunku, klasyczne skrzyżowania niemal wszędzie zastępują ronda, w śródmieściu wspomagane światłami. W najbardziej obciążonych miejscach skrzyżowania są dwupoziomowe – rondo na górze, a tranzyt dołem. Pas rozdzielający przeciwne kierunki ruchu to dwie ciągłe linie w niewielkiej odległości od siebie. Zieleń dzieląca jezdnie nie jest tu częstym rozwiązaniem, chyba głównie dlatego, że każdy komu spieszno wyprzedza  ignorując po prostu linię ciągłą.

Choć układ komunikacyjny międzydzielnicowy jest pomyślany z dużym rozmachem,  w historycznej zabudowie śródmieścia ulice są bardzo wąskie, nieraz o szerokości niewiele większej niż na szerokość jednego samochodu, często są one również dwukierunkowe. Drogi ustępuje ten, kto jest bardziej ostrożny, choć i ten manewr nie jest bezpieczny, bo  często nie ma chodników i poboczy, w granicy jezdni są ogrodzenia i fronty domów. Trzeba tu zaznaczyć, że Tanger jest miastem położonym na wzgórzach i klifach, więc drogi historyczne pną się pod górę i opadają dokonując zaskakujących zwrotów wśród gęsto upchanej zabudowy, a ich stromizna i krętość niejednokrotnie przyprawiają o ból głowy. Zasada, że drogi ustępuje ten, kto zjeżdża w dół, tutaj nie obowiązuje. Obowiązuje za to podniesienie dłoni w przepraszającym geście i uśmiech, które są przepustką do łamania wszelkich zasad ruchu drogowego.

To, że główne drogi są wielopasowe, nie oznacza że jest łatwiej. A to głównie z powodu mnogości i różnorodności pojazdów, temperamentu kierowców oraz lokalnych obyczajów. Po drogach poruszają się wszyscy, ale niemal tyle co samochodów jest jednośladów albo dwuśladów przerobionych z jednośladów: motocykle, motorynki, rowery, trójkołowe wózki dostawcze. Pojawiają się nie wiadomo skąd, z jednej lub z obydwu stron, klucząc z dużą prędkością między maskami samochodów zakosami, serpentynami, niemal jak narciarze na stoku. Zajeżdżanie, wymuszanie pierwszeństwa, nagłe zatrzymanie  przed maską samochodu – to tutejszy sposób poruszania się motorem. Ten sam rytuał dotyczy również aut. Mało kto przejmuje się tym, że właśnie nieoczekiwanie zmienił pas ruchu, czy  wcisnął się na trzeciego w miejscu niedozwolonym. Jeśli choć na chwilę się zatrzymasz by przepuścić kogoś, kto ma pierwszeństwo, włączenie się do ruchu staje się niemal niemożliwe, bowiem następni również pragną skorzystać z nadarzającej się okazji. Pokonanie ronda, które z założenia jest elementem porządkowania i spowalniania ruchu, w Maroku pełni rolę dodatkowego utrudnienia. Często ma ono więcej niż cztery wloty, nie występuje tu  też redukcja pasów ruchu, co jest dla kierowców dodatkową okazją do nieoczekiwanej zmiany pasa. Przy dużym ruchu pokonanie ronda jest więc nie lada wyzwaniem. W Tangerze na niektórych rondach pojawia się sygnalizacja świetlna, ale tutaj zasady ruchu gmatwają się jeszcze bardziej. Ci, którzy już z sukcesem dostaną się na rondo, niejednokrotnie nie respektują prawa do wjazdu samochodom włączającym się do ruchu na zielonym świetle, wedle zasady –„ jeszcze zdążę, przecież mnie nie stukniesz”. O ile kierowcy samochodów jako tako trzymają się przepisów, o tyle jednoślady poruszają się zupełnie bez zasad. Motocykliści chyba w ogóle uważają, że sygnalizacja świetlna ich nie dotyczy. W godzinach szczytu na niewiele zda się też sterowanie ruchem przez policję. Chaotyczna jazda jest po prostu nie do opanowania, a gwizdek i gestykulacja policjanta to tylko dodatkowa atrakcja. Zresztą służby drogowe są tego absolutnie świadome, w sytuacjach skrajnych policjant, zamiast interweniować, albo odwraca wzrok albo grzebie w telefonie.

Pojazdy na tangerskich drogach bywają rożne, często ich wygląd jest zaskakujący, tak jak np. tego wózka inwalidzkiego

Jeździe po mieście  towarzyszy nieustanny dźwięk klaksonów. Po jakimś czasie zorientowaliśmy się, że użycie klaksonu jest swoistym kodem porozumiewania: dźwięk ciągły oznacza irytację – „pospiesz się, tamujesz ruch”, dźwięk krótki ostrzeżenie – „uwaga, jestem tuż obok”, dwa krótkie sygnały przyzwolenie – „możesz wjeżdżać, przepuszczam cię”. Są też inne, jakże często używane przez Marokańczyków sygnały – np. światła awaryjne. Ileż to razy na środku drogi, a skrajnych przypadkach na rondzie lub środkowym pasie, samochód zatrzymuje się na światłach awaryjnych. Nie oznacza to, że samochód się popsuł, lecz że kierowca właśnie postanowił odebrać SMS-a, porozmawiać przez telefon albo wysadzić w niedozwolonym miejscu pasażera.

Do najmniej komfortowych zaliczyć można podążanie samochodem za motocyklem. Do stałego repertuaru zachowań na drodze zaliczyć można fakt, że właściciele motorów, zazwyczaj młodzi chłopcy, wożą na tylnym siedzeniu dziewczynę z którą prowadzą ożywioną rozmowę, odwracając się tyłem do kierunku jazdy i gwałtownie gestykulując. Nadmienić tu należy, że niemal wszyscy motocykliści  jeżdżą w klapkach założonych na bose stopy. W naszej ocenie, na krętych stromych drogach Tangeru taką jazdę należy traktować w kategoriach wyczynu akrobatycznego. A ponieważ Marokańczycy są niezwykle towarzyscy, często ww. akrobacja wykonywana jest z na dwóch motorach jadących obok siebie, gdzie wszyscy rozmawiają ze wszystkimi.

Podczas poprzednich pobytów w Maroku zdziwienie nasze budziła jazda samochodów jednocześnie dwoma pasami ruchu, tj. z linią rozdzielającą pasy pomiędzy kołami. Przy w miarę pustej drodze takie zachowanie wydawało nam się absurdalne. Ale obecnie wcale nas to nie dziwi, mało tego – sami nieraz poruszamy się w ten sam sposób. Pomimo, że droga ma dwa albo trzy pasy ruchu  w każdym kierunku, na skrajnym pasie zazwyczaj nagle zatrzymują się ci, co potrzebują skorzystać ze świateł awaryjnych – w wiadomym celu. Ponieważ drogi są przeważnie kręte, taki pojazd dostrzegany jest stosunkowo późno. Jeśli pas skrajny jest obstawiony pojazdami parkującymi, ten, który akurat „musi” się zatrzymać, staje po prostu w kolejnym rzędzie, tj. okrakiem na pasie środkowym. Z drugiej strony co chwilę kolejni marokańscy kierowcy wykonują manewr wyprzedzania i gwałtownego zajeżdżania drogi, są bowiem z natury niecierpliwi. Wszystko to sprawia, ze jazda pomiędzy pasami jest najbezpieczniejsza, bo zawsze można umknąć na jeden, bądź drugi pas. W rezultacie chcesz, czy nie chcesz, z czasem sam nabierasz podobnych nawyków.

Kierowca europejski w Maroku ma trudno. Ale równie trudno ma pieszy, czy to tutejszy, czy obcokrajowiec. Choć są tu poziome i pionowe oznaczenia przejść, żaden pojazd nie ustąpi pieszemu, jeśli ten nie wtargnie na jezdnię. Z tego powodu piesi, skoro i tak są traktowani na drodze jak intruzi, nie respektują przepisów i ryzykownie przecinają drogi we wszystkich możliwych miejscach licząc, że i tym razem się uda.

Najlepiej jest, kiedy zarówno kierowca jak i pasażer obserwują jednocześnie sytuację na drodze, jak to mówią – co dwie pary oczu to nie jedna. Mimo tego muszę  przyznać, po niemal miesięcznej praktyce poruszania się po tutejszych drogach, że za każdym razem jazda odbywa się na wielkiej adrenalinie u obydwojga.

Na peryferiach wielkiego miasta na drogach jest bardzo spokojnie, a nawet sielsko

Podsumowując – nie waham się stwierdzić, że jazda samochodem po Tangerze to prawdziwa sztuka, w której Kuba powoli staje się mistrzem. Mnie, wieloletniego doświadczonego kierowcę nikt, za największe skarby świata, do samochodu za kierownicę tu nie posadzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *