Od meczetu do kościoła

Niedziela – Dzień Pański – to najlepsza okazja, by odwiedzić katedrę  kościoła rzymskokatolickiego w Tangerze. Jedyna w tym dniu msza święta odbywa się o godzinie 11:00. Wybraliśmy się zatem do miasta. W połowie drogi zorientowaliśmy się, ku wielkiemu zaskoczeniu, że w nocy z soboty na niedzielę (19-20 września) został zmieniony czas z letniego na zimowy. Mieliśmy więc dodatkową godzinę na spacer po śródmieściu.

Kościół rzymskokatolicki pw.  Ducha Świętego, który wznieśli w Tangerze Hiszpanie w latach 53-61 ubiegłego wieku to przestronna, modernistyczna świątynia, ze strzelistą wieżą górującą nad otoczeniem. Więcej na temat  katedry i historii kościoła katolickiego w Tangerze można dowiedzieć się tutaj:

Roman Catholic Cathedral of Tangier – Wikipedia https://share.google/jiiIW7KeL5pYJRotF 

Świątynię usytuowano nieco powyżej  placu Grande Socco, z którego prowadzi główne wejście na Medynę. Stąd też, po obowiązkowym wypiciu kawy w kinie – Cafe Rif, wyruszyliśmy spacerem pod górę.

W pierwszej kolejności minęliśmy reprezentacyjne usytuowany przy placu meczet, potem ogrody kościoła anglikańskiego. Mieliśmy wiele szczęścia, furtka wpuszczająca do ogrodów i kościoła była uchylona, co należy do rzadkości, choć z informacji turystycznej wynika inaczej. Dzięki dodatkowej godzinie mogliśmy więc swobodnie zerknąć do wnętrza poza mury skrywające niewielki cmentarz i odwiedzić kościół pw. Świętego Andrzeja, wzniesiony na początku XX w. W to magiczne miejsce gościnie zaprosił nas młody ksiądz, okraszając opowieścią o niecodziennej architekturze obiektu, łączącej zarówno wątki neogotyckie jak i mauretańskie. Wieżę kościoła w kształcie minaretu wieńczy obowiązkowo brytyjska flaga. O tej samej porze co w kościele rzymskokatolickim odbywa się w niedziele msza anglikańska.

Choć świątynia jest nieduża i ukryta za ogrodzeniem i bujną roślinnością ogrodów, naprawdę warto ją odwiedzić. Garść informacji dostarcza ulotka, którą dostaliśmy przy wejściu, i której treścią dzielę się poniżej:

Oplus_2228256

Mniej więcej siedem minut spaceru pod górę i u zbiegu alej: Belgique i  Hassana II docieramy do katedry. Te siedem minut drogą prowadzącą wzdłuż ogrodów M’sallah Garden po jednej stronie i warsztatów rzemieślniczych po drugiej będziemy pewnie długo pamiętać. W warsztatach tych odbywa się bowiem działalność, która w naszych stronach już nie jest akceptowana. Wrażenia wizualne poprzedza ostry zapach spalenizny i rozkładu, przyprawiający o mdłości. Przez otwarte bezpośrednio na ulicę wrota dostrzegamy wielkie osmolone piece i buchający z nich ogień, do których palacze wrzucają niejadalne części ubitych na mięso zwierząt – racice, głowy, skóry, wnętrzności. Dostarczają je rzeźnicy prosto z uboju, w siatkach, reklamówkach, workach – niedziela to bowiem w Tangerze dzień targowy.

Katedra rzymskokatolicka znajduje się niemal naprzeciw równie reprezentacyjnego meczetu Mahammeda V. Prowadzą do niej obszerne schody, strzelista wieża z tej perspektywy wydaje się sięgać nieba. Wierni docierają pojedynczo, niewielkimi grupkami, całymi rodzinami. Są hałaśliwi barwni, ubrani w różnych stylach, noszą różne fryzury,  mają różny kolor skóry. Łączy ich ta sama wiara. Zanurzamy się w ten etniczny kogel-mogel i próbujemy uczestniczyć w mszy, choć jest ona odprawiana w języku hiszpańskim, którym żadne z nas nie włada. Bardziej więc niż na liturgii skupiamy się na obserwacji – tu egzotyczna dziewczyna z burzą kolorowo ufarbowanych włosów w zaawansowanej ciąży, tam siostra od św. Teresy z Kalkuty z małym czarnoskórym chłopcem, jeszcze dalej tutejsza, elegancko ubrana Hiszpanka. W ławce przed nami mężczyzna w hippisowskim stroju z dredami ukrytymi w wielkiej wełnianej czapce.

A wszystko to dzieje się przy akompaniamencie muzyki obficie okraszającej liturgię przez zespół wokalno-instrumentalny. W głosach dziewczyn słychać wyraźnie afrykańskie brzmienia, muzykom, oprócz gitary i organów, wtóruje bęben podobny do djembe. Ludzie przekazują sobie znak pokoju bardzo wylewnie, niemal wszyscy przyjmują komunię. Choć kościół nie jest zbytnio wypełniony wiernymi, to Ci, którzy tu przybyli, mają dużą potrzebę uczestnictwa.

Po mszy wyszliśmy z kościoła w nastroju uroczystym, z poczuciem wzajemnej jedności i z przeświadczeniem, że warto było. Szkoda tylko, że nie spotkaliśmy tu żadnego turysty – rodaka, ani żadnego  przedstawiciela tangerskiej Polonii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *