Na zdrowie

Na zdrowie„Ślachetne zdrowie, nikt się nie dowie jako smakujesz, aż się zepsujesz…” – o tym, że fraszka wieszcza Kochanowskiego nic nie straciła na aktualności, przekonaliśmy się wszyscy troje. Choć w Maroku nadal trwa piękna, słoneczna pogoda jak w środku polskiego lata, najpierw ja, a potem Kuba, doświadczyliśmy przykrości jesiennego przeziębienia. Na szczęście w obydwu przypadkach miało ono łagodny przebieg i wykurowaliśmy się bez pomocy lekarza, przy użyciu zabranych ze sobą i lokalnie uzupełnionych środków.
Nadmienię, że apteki w Maroku są zazwyczaj dobrze zaopatrzone, a w miastach gęsto rozmieszczone, można w nich kupić bez recepty leki dostępne w kraju lub ich odpowiedniki – o tym samym składzie, lecz pod inną nazwą. Na szczęście dzięki pomocy AI można się łatwo dowiedzieć, jak kupić to co potrzebne.

Dolegliwości jelitowe nawiedziły nas w tym samym czasie. Tym razem solidarnie dołączył Felek. We wszystkich trzech przypadkach cień podejrzenia padł na lokalną wodę z kranu, która najprawdopodobniej została dodana do soku pomarańczowego zamówionego wraz z obiadem i którą do tej pory podawałam psu do picia. Flora bakteryjna znajdująca się w tutejszej wodzie, która Marokańczykom nie szkodzi, może wywołać bunt przewodu pokarmowego Europejczyka. Mimo tej elementarnej wiedzy i przestrzeganiu rygorów sanitarnych – dokładnego mycia owoców, używania wody gotowanej albo butelkowanej, unikania mycia zębów kranówką – nie sposób jest wyeliminować sytuacji, w których może dojść do zakażenia. I – jak widać – pies też człowiek, również może paść ofiarą zemsty sułtana. Zrezygnowaliśmy więc przez kilka dni z jedzenia poza domem a pies przeszedł na wodę butelkowaną. Pozwoliło to szybko zażegnać problem, lecz dostaliśmy nauczkę – w Maroku opieka weterynaryjna nie wszędzie jest tak samo dostępna jak w Polsce. Nas problem dotknął w dużym mieście, gdzie wielu mieszkańców na wzór europejski trzyma psy i koty w domu oraz dokąd przyjeżdżają turyści ze swoimi czworonogami. Są tu więc kliniki i gabinety weterynaryjne z dobrą, fachową obsługą. Ale w rejonach bardziej tradycyjnych, gdzie obyczaje europejskie nie są tak łatwo asymilowane, psy i koty nie dzielą mieszkania z ludźmi, żyją na wolności, a ich stan zdrowia jest wyłącznie ich własnym zmartwieniem. Jeśli profilaktycznie nie zabierzesz ze sobą z kraju środków leczniczych również dla psa, może to stać się nie lada problemem. Nam udało się uniknąć wizyty u weterynarza, zmiana wody i lekkostrawna dieta wystarczyła, lecz niepokój na resztę pobytu pozostał.

Nie tylko woda z kranu, czy lokalne jedzenie może być powodem do zachowania wzmożonej ostrożności. Któregoś dnia, ni stąd ni zowąd, przykładnie prowadzonego na smyczy Felka zaatakował kot. Felek dostał pazurem po pysku, który zostawił ślady na nosie i pod okiem. Na szczęście udało się psa odciągnąć, choć kot był wyjątkowo bojowo nastawiony. Być może bronił dostępu do swoich kociąt, których na ulicach jest teraz urodzaj. Interwencja człowieka w takich sytuacjach może być bardzo niebezpieczna, bo kot walcząc używa pazurów i nie jest tak łatwo go postraszyć jak psa. Wobec występującej w Maroku wścieklizny i braku obowiązkowych szczepień nawet zwykłe zadrapanie może grozić śmiercią. O ile pies wjeżdżający do Maroka musi być dokładnie przebadany i zaszczepiony przeciw wściekliźnie, o tyle w stosunku do człowieka nie ma takich wymagań. Jak usłyszeliśmy z lokalnych źródeł, znany jest przypadek podrapania brytyjskiej turystki przez kota. Kobieta zbagatelizowała sprawę, a po ośmiu miesiącach zmarła. W ostatnim czasie ofiarami wścieklizny stali się również dwaj inni turyści, którzy po bezpośredniej konfrontacji z bezpańskimi zwierzętami nie poddali się lekarskiej profilaktyce poekspozycyjnej, co przypłacili życiem.

Maroko jest krajem, gdzie nie ma szczególnych wymagań dotyczących szczepień, choć zwiększone ryzyko występowania zagrożeń zdrowotnych dla turystów spoza kraju tu występuje. Niektórzy zalecają praktykę polegającą na regularnym odkażaniu się od środka kieliszkiem wysokoprocentowego trunku. Oczywiście można, choć z pewnością to nie wystarczy, gdy już infekcję złapiesz. Przy planowaniu dłuższych pobytów, w tym związanych ze spożywaniem lokalnych potraw w miejscach mniej popularnych turystycznie, dobrym zwyczajem jest wykonanie szczepień przeciw WZW typu A+B i durowi brzusznemu oraz posiadanie aktualnych szczepień przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi, które wymagają odnawiania co 10 lat. W przypadku pobytu w Maroku ze zwierzęciem, warto rozważyć zaszczepienie przeciw wściekliźnie również siebie. Zaznaczę tu, że nasze łagodne objawy przebytych dolegliwości ze strony układu pokarmowego zawdzięczamy w dużej mierze pakietowi szczepień odbytych przed wyprawą do Maroka.
Maroko to piękny i zadziwiający kraj, szkoda byłoby odkrywać go wyłącznie przez pryzmat priorytetu dla zwiedzania lokalnych toalet. A zatem – obyśmy tylko zdrowi byli.