Budowa po marokańsku

Podróżując po Maroku można zauważyć, że miasta tutejsze są jak rafy koralowe – barwne i żywe. I nie chodzi o ludzi, zwierzęta czy pojazdy, nieustannie przemieszczające się ulicami, skwerami czy zakamarkami. Tutaj w nieustannym, żywym ruchu są również budowle. W zasadzie nie ma takiego miejsca, poza najbardziej reprezentacyjnymi placami i skwerami, skąd w bliższej lub dalszej perspektywie nie trwałyby jakieś procesy budowlane. Budowa jest nieodzownym składnikiem krajobrazu miejskiego, czy jest to nowa inwestycja, remont, czy rozbiórka. Zaryzykuję twierdzenie, że niemal co druga parcela to jakiś ruch inwestycyjny, zaplecze lub potencjalna działka budowlana. Można też zauważyć, że tak jak szybko pojawiają się nowe budowle, tak równie szybko obiekty ulegają dekapitalizacji. Postepująca degradacja świadczyć może nie tylko o braku bieżących remontów, ale też o mało trwałych materiałach, które zwłaszcza w nadmorskim, wilgotnym i słonym powietrzu podlegają szybkiej destrukcji. Zła kondycja budynków jest również odzwierciedleniem czynników ekonomicznych, nietrafionych biznesów lub miejsc inwestycji, czy spadku koniunktury dla określonego standardu oczekiwań użytkowników. Niektóre z rozpoczętych budów nigdy nie zostaną ukończone, porzucone w trakcie i straszące erodującymi szkieletami konstrukcji. Proces ten jest szczególnie widoczny w zabudowie apartamentowej sytuowanej w pasach nabrzeżnych, blisko plaż. Przyczyny niszczenia opuszczonych domów mogą mieć również źródło pozamaterialne – duchowe. Ileż to razy słyszy się opowieści o demonach które nawiedziły dom lub urokach rzuconych na jego właściciela. Trzeba wiedzieć, że Marokańczycy są bardzo przesądni i nie lubią igrać z siłami nadprzyrodzonymi, chętniej poszukają innego domu niż zamieszkają z dżinem.

Ślady postępującej destrukcji widoczne są nawet na stosunkowo nowych budynkach
Ciągła budowa to cecha charakterystyczna zarówno dla obrzeży jak i dla współczesnego centrum miasta. Również na medinie można dostrzec miejsca ulegające przekształceniom, lecz działania budowlane dotyczą tu głównie przebudowy i adaptacji lokali pod nowe potrzeby, a w częściach mniej odwiedzanych przez turystów – uliczkach mieszkalnych i rzemieślniczych – ruch budowlany występuje sporadycznie. Rytm i dynamikę nadaje medinie nie tyle budowa, co wciaż zmieniajaca się aranżacja przetrzeni wynikajaca ze sposobu prowadzenia handlu i świadczenia usług wprost z otwartych na zewnątrz budynków. Codziennie rano otwierane są witryny i wystawiane na uliczki stragany, które znikają wraz z nastaniem zmroku.
W mieście nie tylko skala odbywających się równolegle procesów budowlanych jest zaskakująca, również sposób prowadzenia inwestycji budzi uzasadnione zdziwienie. Choć wielu budowom towarzyszy żuraw, robotnik zazwyczaj jest jeden, czasami robią coś we dwóch lub trzech. Doprawdy trudno dopatrzeć się większej ekipy, a już wyposażenie w jednolity ubiór czy kask lub rękawice to widok prawie nieznany. Chętnie natomiast zakładana jest kamizelka odblaskowa z pobliskiego sklepu „ze wszystkim”, która jest sygnałem i wyróżnikiem wykonywanego fachu.

BHP na budowie to zjawisko niepopularne
W Maroku budowlaniec ceni swoją pracę. Wszystko, czego się podejmuje, robione jest w określonym tempie, z należytą celebrą, która w wielu przypadkach ze starannością ma niewiele wspólnego. Bo tutaj dużą wagę przywiązuje się do prowizorki, rzeczy już uszkodzonych, które zanim się rozpadną, może przez jakiś czas jeszcze popracują sklejone „kropelką”. Nie jest też przedmiotem troski porządek na placu budowy. Wszystko jest wszędzie – gruz, ziemia z wykopów, deski z szalunków, worki po cemencie, wylany w krzaki nie zużyty beton, kable, pręty zbrojeniowe, potłuczone szkło, opakowania – dosłownie wszystkie odpady budowlane. Każde zaplecze budowy to istne pobojowisko, rzeczy walają się wszędzie bez ładu i składu, a każdy przechodzień, zamiast poszukiwać z rzadka występującego tu kosza na odpadki, dorzuci coś od siebie. I choć ulice są zazwyczaj sprzątane przez służby porządkowe, tuż za pasem drogi, pomiędzy budynkami, co rusz wyłaniają się gruzowiska i sklecone z byle czego tymczasowe budki.

Jak to u nas mówią – grunt to frunt
Praca na budowie wymaga częstego odpoczynku, najlepiej przy herbacie, na przykład na tymczasowo zaaranżowanym z wiadra po farbie siedzisku pod palmą w doniczce. Ponieważ robotnik jest na budowie samotny, obowiązkowo w przerwach zapewnia sobie towarzystwo – czy to przechodnia, czy kolegi z sąsiedniej budowy. Jeśli na wyposażeniu budowy jest budka stróża, to oczywiście jest to atrakcyjne miejsce rozlicznych spotkań towarzyskich. Nikt się na to nie oburza ani nie nie dziwi (poza nami, przyzwyczajonymi do innych warunków i norm) – taka jest tu po prostu mentalność i sposób bycia.

Stróżówka – popularne miejsce spotkań towarzyskich
Cały ten galimatias składa się na jedno ogólne wrażenie, które nieodzownie towarzyszy mi od początku podróży – w Mroku nic nie jest stałe, nawet to, co stałe być powinno z założenia. Ruch jest zjawiskiem powszechnym i obowiązkowym. Bo nawet słońce, zachodząc nad oceanem, roztapia się jak masło na patelni i wlewa się pod horyzont tak błyskawicznie, że jego ruch jest dostrzegalny gołym okiem. Tutaj starożytna fraza „panta rhei” nabiera właściwego znaczenia.