Najstarszy meczet Maroka

Droga do Al Hoceimy jest piękna i malownicza (a Polakom nieznana). Rzeźbi górskie stoki, wcinając się ostro we wzgórza pełne czerwonej ziemi i zielonych sosen, otwiera zaskakujące widoki na granatowe i szmaragdowe Morze Śródziemne, zaprasza do penetracji opustoszałych plaż i okolicznych wiosek.
Kto tu żyje? Pora wreszcie wyjaśnić.

Na zachodzie, a więc tam, skąd przybywamy, mieszkają plemiona arabskojęzyczne Dżbala, wraz z dwiema mniejszymi grupami, Ghomarami i Sinhadża Srirami, a na wschodzie (ale dopiero w okolicy Al Hoceimy) plemiona berberyjskie z Rifu. Istnieją duże różnice kulturowe między Dżbalą a Rifianami. Pierwsi orzą wołami, które mają uprzęże na rogach, podczas gdy drudzy używają krów zaprzężonych na szyjach. Pierwsi mieli domy kryte strzechą, zanim pojawiła się blacha falista, podczas gdy drudzy mają domy z płaskimi dachami z suszonej cegły. Pierwsi zbudowali prawdziwe wioski, podczas gdy społeczności drugich składają się z rozproszonych gospodarstw. Można to wytłumaczyć chęcią rozdzielenia żon i, w czasach przedkolonialnych, utrudniania zemsty, która była na tych terenach częstsza. Co więcej, migracja robotników Rifian do kolonialnego algierskiego Oranu rozpoczęła się w połowie XIX wieku, podczas gdy wśród Dżbalów dopiero po uzyskaniu przez Maroko niepodległości w 1956 roku. (Pisze o tym David M. Hart. W Le Monde Amazigh nr 1 – Rabat, 31 maja 2001 r . )

Warto o tym pamiętać. Jedziemy bowiem w tereny bardziej „dzikie”, a na pewno o innej, nieznanej nam mentalności. Władza była tu zawsze bardziej zdecentralizowana. Wolność większa. Rada plemienna, a nie szejk czy kaid, egzekwowała prawo zwyczajowe. W Rifie sojusze, zbiorowe przysięgi i grzywny za morderstwa na targu były powszechne, podczas gdy w Dżbali nieznane. Kobiety były nie tylko bardziej szanowane, ale i bardziej odizolowane w Rifie, gdzie wciąż istnieje jedyna taka instytucja: targ kobiet, z którego mężczyźni są kategorycznie wykluczeni.
Jazda w kierunku Al Hoceimy jest więc także jazdą w poprzek i w głąb czasu. W krwawe historie, opowiadające o walkach plemiennych, o wojnie górali z Hiszpanami, ale też Marokańczykami, w poszukiwaniu separacji i wolności. Tyle etnografii, ale nie… Widząc drogowskaz z napisem „Targha”, odruchowo zjeżdżam z gór. Może coś mi się pomyliło? A może nie? Wyraz ten dobrze przecież znam, bo od niego ostatecznie pochodzi nazwa kultur zakotwiczonych w głębi Afryki. Co i dlaczego, nie podejmuję się wyjaśnić, ale wiedzie nas instynkt.
Miasteczko wita ruinami wspaniałego zamku z XVI wieku, który stoi na plaży, a jak podaje przewodnik, strzegło go kiedyś przed najazdami Portugalczyków 50 armat. Jest cisza. Pusta plaża. Jakieś 3 białe domki. Kilkanaście porzuconych o tej porze dnia łódek rybackich z biało-czerwonymi paskami, jak na fartuchach mieszkających tu kobiet Dżbala, które sprzedawały po drodze biały ser w liściach palmowych i okrągłe chlebki własnego wypieku.

Jak się okazuje, w tej właśnie mieścince, istnieje pierwszy? Najstarszy? Meczet w Maroku zbudowany około 681 roku przez Oqba bin Nafi’ego, muyuma}skiegoego generała wojsk dynastii Umajjadw. który wyruszył z Egiptu na podbój Afryki Północnej. W trakcie wyprawy założył kilka posterunków wojskowych, m.in. Kairuan. A wracając z podboju Maroka został zabity przez wojownicze plemiona Barberów. Meczet jednak został. Nie wiem, czy to dokładnie ten budynek, czy powstały na gruzach zabytku, jak bywa w Europie. Ale wygląda omszale.

Tak. Królestwo Maroka jest zanurzone i w historii, i w trybalizmie, który do dzisiejszego dnia ma tu swoje niezaprzeczalne znaczenie. Będziemy o tym pamiętać w Atlasie Wysokim, gdzie chcemy zamieszkać w wiosce Tatouine w oberży prowadzonej przez rodzinę sołtysa.