Okolice Mostu Boga

Po rozmowie z Pauliną z Tangeru, która poleciła nam to miejsce, zajrzeliśmy wczoraj do Akchour, stosunkowo niedaleko od turystycznie zadeptanego Chefchaouen. Wioska położona jest na terenie Parku Narodowego Talassemtane, obejmującego 58 950 hektarów gór Rif ,u wejścia do wąwozu przez który przepływa Oued Kelaa, w niezwykle malowniczo uformowanych kaskadach, wodospadach i basenach.

Podróż ze śródziemnomorskiego kurortu Martil do Akchour  Waterfalls trwa niecałe dwie godziny (ok. 85 km), w większości  dość wygodną drogą krajową, ostatni odcinek jest bardziej wymagający, prowadzi wąską, krętą górską jezdnią, na szczęście asfaltową. Dotarcie do samych kaskad i wodospadów to już wędrówka piesza.   

oplus_2097152

Wyruszyliśmy stosunkowo późno z zamiarem odwiedzenia jedynie Bouhachem Park, leżącego wcześniej. Pomysł dotarcia aż do Akchour, zrodził się spontanicznie, po rozmowach z mieszkańcami, którzy gorąco polecali fenomen wodospadów. Zweryfikowaliśmy więc plany i ruszyliśmy dalej. Mimo popołudniowej godziny i padającego niespiesznie lecz nieustannie deszczu przeżyliśmy wspaniałą przygodę. A także zapowiedź  przyszłej jej kontynuacji, gdyż w nie wszystkie miejsca, do których prowadzą szlaki, zdołaliśmy dotrzeć.

Góry Rif są majestatyczne. Piękna surowych pionowych zboczy, burgundowego koloru skał, szmaragdowej zieleni wody i obfitości szaty roślinnej nie oddadzą nawet najlepiej wykonane zdjęcia czy filmy.  

Miłe doznania zaczynają się jeszcze zanim dotrze się do ostatniego dostępnego parkingu kończącego jazdę samochodem. Turystów zatrzymują mieszkańcy oferując lokalne produkty, najczęściej chleby lub ciastka wypiekane w licznie usytuowanych bezpośrednio przy drodze piecach opalanych drewnem. Piece wyglądają jak niewielkie gliniane kopce z osmolonym otworem paleniska, obok obowiązkowo stoi stół lub stragan z gorącymi jeszcze wypiekami i uśmiechniętym zachęcająco sprzedawcą lub ubraną w regionalny strój tutejszą góralką. Sprawdziliśmy – smak kupionego za naprawdę skromne pieniądze chleba jest wyborny, nawet bez masła ściekającego po placach. Masła akurat nie było, była za to miła pogawędka i obowiązkowe selfie.

Trasa piesza do wodospadów przypomina wędrówkę przez kotliny tatrzańskie – wyznaczona i zabezpieczona przed osuwaniem się gruntowa ścieżka wzdłuż górskiego potoku, gdzieniegdzie wzmocnione drewnem stopnie, czy barierka.  I na tym – poza równie piękną i przebogatą przyrodą – podobieństwa się kończą. Surowe przepisy Tatrzańskiego Parku Narodowego ograniczają obecność jakiejkolwiek infrastruktury turystycznej do szaletów i schronisk górskich w wyznaczonych miejscach. Czasem też można podziwiać wypas kulturowy owiec. W Maroku trasie górskiego wąwozu, przez który przepływa wartki strumień rzeki, towarzyszy niezliczona ilość  miejsc postoju. Co rusz przy ścieżce, albo wręcz na jej przebiegu znajdują się małe paleniska, gdzie górale przygotowują na ruszcie posiłki lub parzą piechurom herbatę i kawę. Wszędzie kuszą siedziska – często ukryte w załomach skalnych, zadaszenia rozpięte między skałami jak teatralne loże to tu, to tam, a w nich barwne dywany i poduchy, hamaki, skalne fotele wyłożone skórami. Co chwilę spotkać można cembrowiny  z kaskadowo przelewającą się wodą oraz wypełnione wodą misy  z pływającymi w niej świeżymi, gotowymi do spożycia owocami. Co jakiś czas wprost z pomostu można zejść do niewielkiego zbiornika i się po prostu wykąpać, za szatnię mając wyłom skalny lub pieczarę. Wśród tych miejsc dyskretnie uwijają się ci, którzy obsługując turystów zarabiają na życie. Wszystkie elementy aranżacji są organicznie i wręcz naturalne, bez użycia technologii, prądu i innych, poza ogniem źródeł ciepła,  wzbogacone tylko odgłosami natury. Nie słychać tu bowiem żadnej muzyki czy hałasu. Śpiew ptaków i odgłosy zwierząt, które w nielicznych, ale funkcjonujących tu na stałe zagrodach mieszkają, oraz szum górskiej rzeki to cała oprawa dźwiękowa towarzysząca wędrówce szlakiem. Od czasu do czasu do tej symfonii dołączają małpy głośno awanturujące się gdzieś wysoko w konarach drzew, którym natychmiast wtóruje równie głośne szczekanie psów. Nasz Felek, z natury spokojny i dobrze wychowany, także spontanicznie małpom przygadywał.

Trasa piesza do wodospadów Akchour Cascades wiedzie wzdłuż koryta rzeki, której przebogata gama kolorów wody jest  zaskakująca – od stalowej szarości i granatowej czerni po błękity, lazury i szmaragdy. Do Małego Wodospadu (Petite Cascade) wędrówka piesza trwa około 30 minut i jest stosunkowo przyjazna. Spieniona do bieli woda spada kilku wartkimi kaskadami do jeziorka, w którym śmiałkowie mogą zażyć kąpieli. Chcąc zobaczyć Grande Cascade D’akchour (ostatni na trasie wodospad liczący ok. 100 m wysokości) trzeba pokonać kolejne 60 – 80 minut trasy. Tym razem jest trudniej, bardziej stromo, w kilku miejscach potok trzeba przekroczyć, mocząc przy okazji stopy. Ale naprawdę warto wykonać ten wysiłek, bo trasa jest niezwykle malownicza. To, jak się kończy wiem jednak tylko od powracających ze szlaku brytyjskich turystów, którzy poinformowali nas, że największa atrakcja chwilowo straciła na atrakcyjności bo wody w wielkim wodospadzie zabrakło. Niemniej część trasy w jego kierunku odbyłam wiedziona ciekawością i nie żałuję. Poznałam po drodze pana z jedynie jednym czajnikiem ustawionym na wiązce patyków, parzącego dla spragnionych turystów herbatę. Z zapałem i dumą opowiadał o pięknie tutejszej przyrody, której jest niewątpliwą i nieodzowną częścią.

Późna pora, deszcz i postępujące przeziębienie Kuby odwiodły nas od wędrówki do Mostu Boga (Pont de Dieu), do którego wiedzie odrębny szlak – krótszy, choć bardziej stromy. Wrócimy tu następnym razem, bo bakcylem ciekawości już zdążyliśmy się zarazić.

To jeszcze nie wszystkie atrakcje czekające na turystę w Akchour. Na osoby spragnione silniejszych wrażeń czeka park linowy Zip-lining. Ale to już inna, nie nasza opowieść.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *