Pieskie życie w świecie Maroka

Pies, w przeciwieństwie do kota, traktowany jest przez Marokańczyków jako zwierzę nieczyste. Wywodząca się z religii opowieść o tym, że niewdzięczny pies ugryzł Mahometa, zaś kot wylizał mu zadane przez psa rany, zaszczepiła w świadomości Marokańczyków tradycyjną pogardę do psa. W domach marokańskich psy są rzadko widywane, podobnie rzadko mają właściciela, natomiast stałym elementem krajobrazu są duże bezpańskie psy, wałęsające się lub śpiące to tu, to tam. Również opieka weterynaryjna psów bezpańskich jest stosunkowo skromna a czipowanie czy regularne szczepienie przeciw wściekliźnie nie jest powszechne. Można jednak zauważyć, zwłaszcza w obrębie miast, psy kolczykowane, co świadczy o przynależności psa do człowieka oraz, że przynajmniej raz pies został zaszczepiony przeciw wściekliźnie. To jedno szczepienie nie stanowi oczywiście skutecznej dawki na całe życie psa. W Państwowym Instytucie Weterynarii poinformowano mnie, że w ostatnim czasie odnotowano ponad pięćdziesiąt przypadków wścieklizny przywleczonej z Afryki. Należy też mieć na uwadze, o czym uświadomił nas Marokańczyk podczas spaceru na plaży, że tutejsze psy cierpią na wiele dolegliwości skórnych, w tym grzybicznych, roznoszonych min. poprzez kontakt ze śliną zwierzęcia, infekcja jest trudna do leczenia.

Psy w Maroku są raczej łagodne i ustępują człowiekowi drogi. Podróżując z własnym psem należy jednak przewidzieć, że nie tyle człowiek, co jego czworonożny pupil będzie wzbudzał zainteresowanie psów lokalnych, jak to jest zazwyczaj w psiej naturze. W konsekwencji często prowadzi to do bezpośredniej konfrontacji.
Nasz Felek, jak tylko pojawiliśmy się na osiedlu, stał się główną atrakcją dla tutejszych, koczujących w garażu i na otaczających nieużytkach psów. Żaden spacer nie odbył się bez towarzystwa i oganiania przed psią eskortą. Pozbycie się towarzystwa psa nie jest proste. Naturalna psia ciekawość powoduje, że jeśli już dostrzeże przedmiot swego zainteresowania, będzie krążył w pobliżu dopóty, dopóki nie obwącha i nie poliże naszego podopiecznego. Uporczywość w tym względzie jest imponująca. Jeśli raz przyczepi się obcy psi ogon, masz zapewnioną asystę do samych drzwi domu. Któregoś razu musiałam nieść Felusia z plaży do domu na rękach, bo jeden pies – towarzysz przyciągnął kumpli i oganianie się przed kilkoma nie było już możliwe. Trzeba tu zaznaczyć, że branie psa na ręce nie jest właściwym wyborem, natręci natychmiast skracają dystans i są bardziej natarczywi, co jest wysoce niekomfortowe i mało bezpieczne. Jeśli twój pies jest duży, to w ogóle taki wariant próby ewakuacji nie wchodzi w rachubę.


Z naszego, jak dotychczas skromnego doświadczenia, testujemy bowiem różne sposoby na pozbycie się podążającej za Felkiem asysty, polecić można spray z wodą, a w razie braku skuteczności – bambusowy kij. Wystarczy zazwyczaj jedna dawka wody pryśnięta psu w pysk lub oczy. Pies nie zaznaje krzywdy, jest jednak zupełnie zdezorientowany i jest szansa, że się zniechęci. W przypadku bardziej namolnego kompana, a zwłaszcza dwóch lub trzech, podniesienie w górę kija powinno wystarczyć. Psy kija się boją i odchodzą. Najprawdopodobniej kij jest powszechnie używanym przez Marokańczyków sposobem na dyscyplinowanie i poskramianie zuchwałości psów.
To, że właściciel jest przezorny nie oznacza jednak, że nasz pies też wykaże się podobną powściągliwością. Felek udowodnił nam dzisiaj, że jego również towarzystwo psów z sąsiedztwa niezwykle interesuje. Ponieważ mieszkamy na niskim parterze, a okna były pootwierane, wykorzystał okazję i bohaterskim susem pokonał przeszkodę. O tym, że pies odbywa właśnie rozliczne kontakty towarzyskie z lokalsami, dowiedzieliśmy się od sąsiadki…

Oczywiście mieszkańcy Maroka nie są bezdusznymi tępicielami psów. Ich obecność jest w społeczeństwie powszechnie tolerowana, pies może liczyć na sympatyczne pogłaskanie po głowie, resztki jedzenia czy kąt do spania w pobliżu domu. Psy żyją tu blisko obok człowieka, jednak rzadko z nim w jednym domu. W przeciwieństwie do Europy, gdzie psa traktuje się jak członka rodziny.
Bo w Maroku pies, choć należy do wspólnoty, musi sobie radzić sam.