Marokańscy fachowcy

A więc stało się. Komputer padł. Pewnie z powodu przegrzania. Mamy tu codziennie 30 stopni, bez klimatyzacji, ale na szczęście także chłodny, kojący wiatr. Nie pozostaje nic innego, jak szukać serwisu w Tangerze. Jest ich sporo. Po namyśle wybrałem sklep pana Zakaria Khayati, który miał w opiniach Google takie wpisy: „Niech Allach obdarzy Cię zdrowiem i długim życiem za uratowanie moich danych”,  „Bracie, dziękuję za naprawę komputera, jesteś dobrym muzułmaninem…”

Najgorsze było to, że serwis mieści się w centrum Tangeru, 14 kilometrów od naszej wioski, a jazda po tym molochu aglomeracyjnym to nieustanne ryzyko. Nie bez powodu większość samochodów nosi tu różne wgniecenia w karoserii. Potem sprawcy wypadków mówią „sorry” i koniec. Miejscowy styl prowadzenia jest luźny. Jeśli dziewczyna dostanie smsa – czyta go od razu. Jeśli od ukochanego, zatrzymuje samochód gdziekolwiek to ma miejsce i odpisuje. Auta stoją na przejściach dla pieszych, na pasach, w dowolnych miejscach, wszędzie śmigają motocykle, kierunkowskazy są nieznane. I tylko klaksony szaleją, 100 klaksonów na raz. Przechodnie dostosowują się do sytuacji i ciągle przebiegają przez jezdnię. A policjant na rondzie pali papierosa i zawsze przegląda coś w komórce. Więc jak należy jeździć po Tangerze? Paulina mi wyjaśniła, żeby zawsze patrzeć wprzód. To, co za nami, niech sobie radzi samo.

A więc jedziemy do pana Zakarii uprawiając slalom alpejski i dodając gazu na rondach. A po drodze rozmawiamy o naprawach, jakich już dokonaliśmy w Maroku. Był u nas bowiem „technik”, wysłany przez właściciela, zapewne jego kuzyn, który tak zamontował deskę klozetową, że codziennie przy siusianiu muszę ją podtrzymywać lewą ręką. Wentylatora złożyć nie potrafił i dokonała tego Danka. Urwane kurki do kuchni gazowej usiłował osadzić na kleju – co nie mogło się udać, a odkurzacza przywieźć zapomniał. Nabyliśmy potem podobne kurki w sklepie ze starzyzną, ale nie pasują. Inszallah.

A więc jedziemy do pana Khayati, który ma prosty sposób na mojego notebooka – chce reinstalować system.  No pewnie, testy Della nie wykazały wyraźnych uszkodzeń, bios stał przez 10 minut. Może poszły pliki startowe…? Oczywiście zapomniałem prosić, aby nie instalował mi  arabskich Windowsów…

Nie potrzebowałem. Jest przecież dobrym muzułmaninem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *