Bitnicy

Jako Pierwszy przyjechał do Tangeru słynny kompozytor amerykański Paul Bowles. Przyjechał pod wpływem snu, w którym zobaczył fabułę swojej przyszłej powieści. Tu napisał „Pod osłoną nieba”, która stała się kultową książką lat 50. Wszyscy artyści przyjeżdżali żeby go poznać. Jego i dramatopisarkę Jane Auer, z którą byli w związku. Rozpisywały się o nich międzynarodowe magazyny, a Paris Match drukował reportaże z przyjęć, w których brali udział.  Pisarze nawiązywali przyjaźnie, tworzyli zbuntowane teksty. Kontestowali obyczaje. Byli bohemą i budowali swego rodzaju artystyczną utopię.

Meandrując po wąskich uliczkach znajdujemy apartament numer 9 w pensjonacie Willa Muniria. Tu przez kilka lat mieszkał tu Ojciec Hipisów Bill Burroughs.

– Wyjechał ze Stanów po zastrzeleniu żony, z którą głupawo zabawiał się w Wilhelma Tella – przypominam Dance. – Na miejscu chciał niby poznać elitę literacką, ale utknął w burdelu dla gejów, gdzie przez rok, każdego dnia, zażywał haszysz.

Wokoło jest ciemno, chłodno, czuć dobiegający z klatki schodowej zapach stęchlizny, zmieszany z fetorem amoniaku. 

Ściana od strony okna powinna być upstrzona zdjęciami z podróży do Amazonki, gdzie prawdziwi szamani indiańscy curradero  podawali autorowi „Ćpuna” Ayahuascę.  Wyprawiali się w kosmiczne podróże poza granice czasu i poznania śladami wiersza Blake’a:

„Gdyby bramy percepcji zostały otwarte, wszystko ujawniłoby się człowiekowi takim, jakim jest – nieskończonym.”  Hasło, zostało spopularyzowane przez Morrisona. Tak narodziła się nazwa kultowego zespołu „The Doors.”

– W hotelu Bill, dla zabawy, strzelał do obrazków z przeszłości – przypomina Danka.

– Tuż obok stała kuchenka, na której piekł ciasteczka z haszyszem.

– A w rogu biurko.

– Wszędzie walały się kartki powieści „Nagi Lunch”, nad którą nieustannie pracował.

Nasza pamięć, wytrenowana na wspomnieniach pisarzy, jest niezłym archiwum. Pozostał mit. Kilka ważnych utworów, zakazany w USA manifest epoki – narkomańska powieść, w której rzeczywistość miesza się z fikcją, a wyobraźnia z halucynacją.

Lecz może to nie wszystko. Hipisi zakończyli konflikt w Wietnamie. Wywalczyli prawa dla kobiet, gejów, czarnoskórych.  Stworzyli komputer osobisty i  sieć komputerową. Zmienili świat, choć strasznym kosztem, bo większość zabiły narkotyki.

W pokoju, na klatce schodowej i w hotelowym foye Willa Muniaria oglądamy zdjęcia idola młodzieży. Szczurza twarz, zamącone oczy, na piersiach aparat fotograficzny przekrzywiony na bakier. Szczupła sylwetka śmiertelnie chorego narkomana. Opiaty zabrały mu wszystko po kolei. Intelekt, urok, a na końcu talent. Ale sława Billa paradoksalnie rosła. W latach 90 Bill Clinton zaprosił Burroughs’a do Białego Domu na wieczór autorski. Do końca życia został ikoną kontrkultury.

Jeżeli zostało coś prawdziwego z lat 60., to ich portrety na ścianach tangerskich kawiarni. Te fotografie są pomnikami mlodych geniuszy. Bardziej żywymi i prawdziwszymi od marmurowych tablic, które byłyby tu po prostu nie na miejscu. Nie wyobrażam sobie monumentu Allena Ginsberga. A nawet Jacka Kerouaca.

Zresztą bunt młodego pokolenia odszedł już do przeszłości. Uniwersytety przygotowują dziś kadry dla korporacji. Studenci myślą głównie o karierze.  Kupują mieszkania i samochody na kredyt. Stają się  niewolnikami nowych panów: władzy, korporacji, banków…  A po 45 roku życia trafią w zimną pustkę.  

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *